Patrzymy na wykresy przez pryzmat formacji cenowych. Jednak to nie formacje, ale gracze powodują ruchy cenowe. Poszukując na wykresach figur geometrycznych, a nie śladów działań inwestorów, stawiamy między sobą a rynkiem niepotrzebną barierę.
Zaczynając przygodę z inwestowaniem i rynkami finansowymi niewątpliwie natkniemy się na analizę techniczną. Jest to temat rzeka i źródło nie kończących się dyskusji toczących się w łonie społeczności inwestorów. Są tacy, którzy opierają swoje transakcje wyłącznie na AT. Inni twierdzą, że to hokus-pokus i przytaczają sławne słowa Jima Rogersa o tym, jak to „nigdy nie spotkał bogatego technika”. Jest wreszcie trzecia grupa, prezentująca stanowisko równie zróżnicowane, co umiarkowane. Autor niniejszego artykułu skłania się ku tezie, że AT jest zdecydowanie użyteczna, jeżeli będziemy traktować ją jako narzędzie służące do odczytywania z wykresu, czy przewagę mają kupujący, sprzedający, czy też nie da się tego stwierdzić oraz do określania poziomów cenowych, na których wiedza o przewadze jednej ze stron może być szczególnie przydatna.
Analiza techniczna pełna jest mniej lub bardziej precyzyjnie opisanych tworów zwanych formacjami cenowymi, liniowymi oraz świecowymi. Podręczniki AT wypełniają również wskaźniki, liczby Fibonacciego, formacje cenowe oparte na tych proporcjach i fale Elliotta. My jednak skupimy całą uwagę na bardzo popularnej formacji odwrócenia trendu zwanej „głową z ramionami” (RGR). Postaram się opisać na tym przykładzie konkretne podejście do czytania wykresów, którego celem jest możliwie największe uproszczenie metod ich analizy.
Lewe ramię, głowa, prawe ramię
Formacja głowy z ramionami jest zapewne jednym z pierwszych układów cenowych poznawanych przez adeptów AT. Często okupuje ona początkowe strony podręczników. RGR zwiastuje odwrócenie trendu, czyli koniec wzrostów i rozpoczęcie spadków. Jej lustrzanym odbiciem jest formacja odwróconej głowy z ramionami, która zapowiada koniec bessy i początek rynku byka.
RGR składa się z:
– Lewego ramienia, czyli impulsu i korekty.
– Głowy, czyli kolejnego impulsu, który przebija szczyt ustanowiony przez prawe ramię. Jednak siła sprzedających jest na tyle duża, że udaje im się sprowadzić cenę na poziom poprzedniego dołka.
– Prawego ramienia, czyli kolejnego ataku kupujących, który okazuje się jednak niewypałem i impuls nie dociera nawet do wysokości głowy.
– Linii szyi, czyli linii trendu pociągniętej po dołkach tworzonych przez korekty prawego ramienia i głowy.
Przebicie linii szyi oznacza ostateczną kapitulację byków i zakończenie tworzenia formacji. Zgodnie ze sztuką, w tej fazie należy zaczekać na powrót ceny w okolice linii szyi i otworzyć krótką pozycję. Zasięg spodziewanego ruchu ku dołowi powinien być równy wysokości odcinka od głowy do linii szyi. Zlecenie ochronne stop-loss powinno znajdować się nad szczytem tworzącym prawe ramię. Brak przebicia linii szyi lub jego zanegowanie zwykle zapowiada dynamiczny ruch zgodny z dotychczasowym trendem. Oto cała filozofia RGR.
Wykres 1 – niemal książkowa, olbrzymia formacja RGR na dziennym wykresie GBPJPY.
Dwa problemy
Z powyższym opisem wiążą się dwa problemy. Po pierwsze tworzy ono pewną narrację, która z dużym prawdopodobieństwem jest prawie nieistotna. Po drugie zaciemnia prawdziwą istotę toczącego się procesu.
Który z elementów formacji głowy z ramionami jest najważniejszy? Stoję na stanowisku, że nie są to ani głowa, ani ramiona. Najważniejsza jest linia szyi! Jest to bowiem obszar cenowy, w którym w przeszłości pojawiał się popyt. Wiemy to na pewno, gdyż już dwukrotnie cena znalazła się w tym obszarze i została z niego wyrzucona w górę. Przebicie szyi oznacza, że niedźwiedziom udaje się przełamać wsparcie i sprzedający przejmują kontrolę. To również wiemy na pewno, gdyż dowód znajduje się na wykresie. Poziom wsparcia nasycony był otwartymi długimi pozycjami a pod nim najprawdopodobniej znajdują się zlecenia stop-loss. Przebicie tego poziomu powoduje realizację zleceń ochronnych, a gracze dysponujący środkami koniecznymi do wywołania ruchów cenowych, mogą próbować jeszcze wspiąć się w okolicę linii szyi, by zamknąć pozycje długie z możliwie niewielką stratą i ewentualnie otworzyć pozycje krótkie.
Za omawianą formacją kryją się konkretne działania dużego kapitału. Otoczka złożona z głów i ramion przeznaczona jest dla graczy detalicznych. Nie zapewnia ona żadnej przewagi nad rynkiem, nie jest nam więc do niczego potrzebna.
Gdzie walczą i kto wygrał
Główna wada tego podejścia, czyli tworzenie zasłony dymnej, odwraca naszą uwagę od prawdziwie decydujących działań dużych graczy. Nie umiejąc rozpoznać charakterystycznego śladu, jaki zostawiają oni na wykresach, możemy nie dostrzec innych potencjalnie zyskownych sytuacji. Jeżeli wypatrujemy na wykresach formacji RGR, poszukujemy konkretnego kształtu. Jednak to nie on odpowiada za zachowanie najważniejszych kupujących i sprzedających. Nie poszukujmy zatem głów i ramion ale raczej wyraźnych poziomów, na których jeden z obozów rynkowych uzyskał widoczną przewagę, a następnie ją stracił.
Na co zatem zwracać uwagę? Załóżmy, że znajdujemy się w trendzie wzrostowym. Impuls w górę jednak wyczerpuje swoje siły i zaczyna się korekta. Ta jednak też wkrótce się kończy i cena rusza w górę, pokazując nam na wykresie poziom, na którym byki stały się na tyle aktywne, by spowodować nowy impuls. Jeżeli po jakimś czasie cena powróci do tego poziomu i znów zostanie odrzucona, tworzy się interesujący nas poziom. Zauważmy, że w tym momencie nad poziomem popytu mogło uformować się już dwie trzecie RGR. To jednak nie jest dla nas ważne i nie musimy sobie tym zaprzątać uwagi. Teraz trzeba tylko czekać, aż niedźwiedzie po raz trzeci zaatakują, tym razem wygrywając. Najlepszy układ cenowy powstaje, gdy przy trzecim ataku tworzy się tzw. baza, czyli kilka świec o względnie małym zasięgu. Oznaczają one, że w tym miejscu toczy się walka. Jeżeli niedźwiedzie wygrają, poziom popytu zostaje przebity, a my zyskujemy dobre miejsce do otwarcia transakcji. Zlecenie należałoby umieścić zaraz pod uformowaną bazą, zaś zlecenie ochronne nad nią.
Na wykresie 2 znajduje się dzienny wykres GBPJPY, opisany zgodnie z przedstawioną powyżej metodologią. Niestety nie jest to idealny przykład, gdyż cena nie powróciła do bazy. Jednak gracz zwracający uwagę na strefy popytu i podaży miałby szansę otworzyć zyskowną transakcję.


Wykres 3 (EURUSD, M5) przedstawia kolejną sytuację, w której rozegrał się opisywany schemat. Warto zwrócić uwagę, że w tym przypadku zaznaczony poziom najpierw zadziałał jak strefa popytu, następnie dwukrotnie zaatakowały w tym rejonie niedźwiedzie, by po utworzeniu bazy, byki ostatecznie wygrały. W tym przypadku cenie również nie udało się wrócić do samej bazy, a jedynie do poprzednich lokalnych szczytów. Opór stał się wsparciem.
Na wykresie 4 (USDJPY, H1) druga próba ataku niedźwiedzi jest równocześnie bazą. Przykład ten przez to różni się trochę od opisanego wyżej schematu. Trader powinien jednak mieć oczy otwarte na to, co się dzieje.
Jak w niemal każdym przypadku przed otwarciem transakcji warto spojrzeć na wykres w dłuższej perspektywie, by ocenić trend, miejsce w którym pojawia się sygnał oraz sprawdzić czy potencjalne ryzyko jest odpowiednio niewielkie w porównaniu do spodziewanego zysku. Na przedstawionych wykresach oczywiście dzieje się o wiele więcej i zapewne udałoby się na nich znaleźć miejsca, w których opisany setup w ogóle nie zdaje egzaminu. Jest to przypadłość wszystkich metod transakcyjnych. Ponadto widać wyraźnie, że schematy te są nieregularne i często nie mieszczą się dokładnie w wyznaczonych strefach. Forex to nie projekt statku kosmicznego, nie należy oczekiwać zbytniej precyzji a jedynie doceniać momenty, kiedy udaje się ją zauważyć.
Widzimy bo chcemy widzieć
Dlaczego jednak tak chętnie zauważamy na wykresach głowy z ramionami, flagi, trójkąty i diamenty? Wydaje mi się, że w przypadku prostych figur geometrycznych, faktycznie trudno zaprzeczyć ich występowaniu. Jednak to, że dana formacja wygląda jak trójkąt, powinno być dla nas informacją drugorzędną. Ważniejszy jest przecież zmniejszający się zakres wahań. Rynek na coś czeka, a siły kupujących i sprzedających coraz bardziej słabną.
Natomiast bardziej skomplikowane formacje cenowe powstają, gdyż chcemy je zauważyć. Nasze mózgi aktywnie poszukują wzorów w otaczającej nas rzeczywistości. To jest źródło wszelkich opowieści o twarzach na powierzchni marsa czy świętych postaciach na korach drzew. Ponadto, jeśli mogę pozwolić sobie na odrobinę antropologii, nazywanie obiektów jest pierwszym krokiem do ich oswojenia. Zygzak na wykresie przestaje być czymś obcym i niezrozumiałym, jeśli nazwiemy go formacją trzech szczytów. Nagle uzyskuje on formę, początek i koniec. Staje się rzeczą, z którą możemy coś zrobić.
Ale dlaczego wolimy widzieć głowy z ramionami zamiast stref popytu i podaży? Być może tu również ważna jest kwestia oswojenia. Głowa z ramionami to prawie człowiek, coś bardzo znajomego. Podobnie trzy szczyty. Każdy widział kiedyś góry, choćby na zdjęciach. A popyt i podaż to abstrakcyjne idee. Nie zauważymy ich na ulicy w taki sposób, w jaki zobaczymy jakąś osobę.
Jednak w tradingu wszystko, co nie pomaga, prawdopodobnie przeszkadza. Jeżeli hipoteza, że wszystkie formacje cenowe opierają się jedynie na chęci oswojenia pewnych zjawisk, poprzez narzucenie im bardziej znajomej formy, jest prawdziwa, to znaczy, że posługując się tymi narzędziami niepotrzebnie stawiamy między sobą a rynkiem kolejną barierę. Przeszkoda ta sprawia, że interpretacja procesów rynkowych ulega skrzywieniu. A to może drogo kosztować. Jak mówi autor bloga o inwestowaniu Mieczysław Siudek: „Grają pieniądze, nie setupy”. Warto o tym pamiętać.



0 komentarze:
Prześlij komentarz